?Sklep muzyczny był moim jedynym domem.?

sklep muzycznyParszywy czas. Brutalność tego bezruchu zabija. Nauczyłem się chować żal. Zamroziłem go. Moje wnętrze wypełnia lód. Wnętrze…? Czy ja mam wnętrze…? Ludzie mawiali, że instrumenty nie czują. Wybaczałem im. Przymykałem oko na to, że nazywają mnie rzeczą. Nie wiedzą jak bardzo się mylą. Nie dopuszczają myśli, że mogą być w błędzie. Ludzie. Jeszcze nigdy nie byli dla mnie tak odlegli. A ja nigdy nie byłem tak samotny. Przecież istniałem po to, by ich cieszyć, uszczęśliwiać? Pomagać im w kreacji świata.
Narodziłem się w dziwnym miejscu. Było tam więcej takich jak ja. Później moim domem stał się sklep muzyczny. Stamtąd trafiłem do domu małego chłopca. Wciskał moje klawisze przez pierwszych kilka dni. Później mu się znudziłem. Sprzedali mnie. Ci podli ludzie? ale wybaczyłem im. Znów trafiłem na półkę, nad drzwiami wciąż wisiał ten sam napis ? ?sklep muzyczny u Andy?ego?. Tam zniszczałem, zestrzałem się.
A teraz leżę tutaj. Na śmietniku. Wraz z innymi porzuconymi, wygnanymi, niechcianymi. Zimny deszcz zmył błyszczący kiedyś lakier. Ostre bryły gradu uderzały o moje klawisze, zostawiając wgniecenia i znamiona. Piekące słońce wypaliło rysy.
Leżę. W bezruchu. Niemy. Poraniony. Ale wciąż czuję. Pamiętam. Pamięć jest największym cierpieniem. Ale teraz wolę to, niż obcą czułość ludzkich zdradliwych rąk. Chcę milczeć. Przestać myśleć. Zobojętnieć na siebie, na to, co mnie otacza. Na ludzi. Tak, na ludzi. I na Boga. Nawet On patrzy ma mnie oczami z kamienia. Modliłem się. Modliłem się długo. Ludzie zawsze mówili, że Bóg pragnie naszego dobra. Tak jak powtarzali, że jestem ważny i wyjątkowo pięknie brzmię. Kolejne kłamstwa…!
To miejsce nasiąknęło zdradą. Ale przynajmniej jest Prawdziwe. Pochłonęła mnie Prawda. Więc tak wygląda raj dla niechcianych instrumentów. Raj bez Boga. I bez współczucia. Realizm rzeczy nieuniknionych. Konieczność. Mój teraźniejszy świat, mój raj jest tytanowym zaprzeczeniem ludzkiego świata, ludzkiego teatru masek. Kolorowy świat kolorowych marionetek. Jeszcze bardziej sztucznych dla świata, niż ja dla nich. Popadną w zapomnienie?


About this entry