Uszyj swoją pościel

Od morza poprzez piaszczyste diuny tchnie świeży wietrzyk. Długa, czerwona droga wije się przez pola i gaje, okrąża gęstwinę sosen, opasuje szkółkę młodziutkich klonów o podszyciu z ogromnych wachlarzy paproci. Zbiega w kotlinkę, gdzie leśny strumyk wynurza się z lasu, aby za chwilę skryć się w nim ponownie; kąpie się w promieniach słońca między żółtymi wstęgami dzikiej mimozy i szafirowymi dzwonkami. Powietrze drży od ćwierkania koników polnych, tych radosnych mieszkańców wzgórz w porze lata. Wypasiony kucyk drobnym truchtem biegnie drogą, ciągnąc kabriolet. W kabriolecie siedzą dwie dziewczyny, od których bije łuna młodzieńczej bezcennej radości życia. O, ten dzień został nam zesłany z raju, czyż nie tak, Diano? ? Ania westchnęła upojona szczęściem. ? Co za czarodziejskie powietrze! Spójrz na tę purpurę tam w dolinie. Czy czujesz boski zapach żywicy? Płynie on z tamtej słonecznej polanki, gdzie pan Wright wyciął sosny. Błogosławieństwem jest żyć takiego dnia, a niebiańską rozkoszą upajać się zapachem żywicy. Ściętych sosen nie ma chyba w niebie, Diano? Jednakże niebo wydałoby mi się niedoskonałe, gdyby mnie tam nie ogarnął powiew żywiczny. A może istnieje w niebie ten zapach, mimo że śmierci tam nie ma?? O, zapewne tak jest, bo ten cudowny aromat musi być duszą sosen, a przecież niebo ? to siedlisko wszystkich dusz. Drzewa nie mają dusz ? zaprzeczyła trzeźwa Diana ? ale mimo to zapach żywicy jest rozkoszny. Mam zamiar uszyć pościel. Ty też mogłabyś to zrobić, Aniu. Owszem, będę jej używała do drzemki i pod nią niewątpliwie śnić będę, że jestem rusałką lub nimfą leśną. W tej chwili jednak czuję się zupełnie szczęśliwa, że jestem Anią Shirley, nauczycielką w Avonlea, i jadę dzisiejszego cudownego dnia tą piękną drogą. W istocie, dzień jest cudowny, ale zadanie nasze bynajmniej nie jest cudowne. Po jakie licho podjęłaś się kwestować na tej ulicy, Aniu? Prawie wszyscy skąpcy avonlejscy mieszkają wzdłuż tej drogi i z pewnością będą nas przyjmowali, jakbyśmy żebrały dla siebie. To najgorsza ulica ze wszystkich. Dlatego właśnie ją wybrałam. Niewątpliwie Gilbert i Alfred kwestowaliby na niej, gdybyśmy tego zażądały. Ale widzisz, Diano, czuję się odpowiedzialną za K.M.A., gdyż poddałam myśl założenia go; uważam więc, że ja powinnam podejmować się najmniej przyjemnych zadań. Przykro mi ze względu na ciebie, ale zwalniam cię od zabierania głosu w domach skner. Ja będę mówiła? Pani Linde powiedziałaby, że to moja specjalność. Nie wie ona jeszcze, czy pochwalać nasze przedsięwzięcie, czy też nie. Przyklaskuje nam, kiedy sobie przypomni, że państwo Allan nas popierają, ale fakt, że pomysł Wiejskich Kół zrodził się w Stanach Zjednoczonych, przemawia, według niej, przeciwko nam. Pozostaje więc niezdecydowana i dopiero powodzenie usprawiedliwi nas w jej oczach. Priscilla przygotowuje referat na następne posiedzenie naszego Koła. Nie wątpię, że wypadnie on świetnie, bo jej ciotka jest utalentowaną autorką, a zdolności te są na pewno dziedziczne. Nigdy nie zapomnę dreszczu, jaki mnie przejął, gdy się dowiedziałam, że Karolina Morgan jest ciotką Priscilli. Wydało mi się wprost cudowne, że dziewczynka, której ciotka pisuje tak piękne utwory, jest moją przyjaciółką.


About this entry